NAPISZ DO NAS MAILA
ODWIEDZIŁO NAS:

DOKUMENTY Ceryfikat Uzytkowości PESTKA Ceryfikat Uzytkowości PASJA Rodowód PASJI Rodowód PESTKI
ZAPRZYJAŻNIONE PSIE STRONY WĘSZYNOSY to jest rodzinka... DUKAT Pies jak marzenie StaszkowoAnetkowa BEZA strona Bezy znaczy Borówki Magura i Mrówka z Beskdzkiego Matecznika od nich się zaczęła nasza miłość do GP Strona RELAKS Hulaj Dusza Strona Psoty siostry Pasji i Pestki
STRONY PORADNIKI Szkolenie na łup - ciekawy artykuł Układanie psów - posokowców Układanie psów - tropowców Układanie psów - dziakarzy Szkolenie psów myśliwskich Szkolenie klikerowe Znaczniki szczepienia p/wściekliźnie Identyfikatory dla psów Forum o szkoleniu psów
LINKI DO CIEKAWYCH STRON Informacja medyczna Blog Agnieszki Blog Łukasza Forum posokowców bawarskich Zdjęcia różne Moje Łagiewniki - artykuł Kalendarz myśliwski NASZE ŁAGIEWNIKI Historia rasy Szkoła dla przewodników psów Joanny Bohdziun WZORZEC RASY Forum gończych i ogarów
|
GOŃCZE POLSKIE - HODOWLA ŁAGIEWNICKA SFORA - ŁÓDŹ PASJA(Pętelka) KDIst
i PESTKA(Perełka) KDIst WILCZY PAZUR
Na tym blogu znajdziesz opowieść o dwóch sukach rasy gończy polski - ostatniej odtworzonej, bo już prawie zanikłej po II wojnie polskiej rasie. Starałem się dokumentować ważniejsze wydarzenia dotyczące ich rozwoju, zabaw oraz pracy z tymi psami. A wszystko zaczęło się od tego, że znależliśmy zagubioną w lesie sukę tej rasy. Wszystkich odwiedzających ten blog zapraszam do zapoznania się ze wzorcem rasy (link po lewej stronie). Wtedy zrozumiecie czemu trzeba kochać Gończe Polskie
kontakt GG
kontakt Tlen
Polowanie Strzałowo
Podobnie jak w styczniu zostaliśmy zaproszeni do udziału w zbiorowym polowaniu na Mazurach.
Spotkaliśmy tam naszych starych znajomych.
Jeśli chcesz obejżyj galerię zdjęć:
Tagi: zdjecia, polowanie, psy gończe
2009-11-25 19:43:35 skomentuj (1)
Przydomek Hodowlany
Informuję wszystkich sympatyków i przyjaciół, że w dniu dzisiejszym uzyskaliśmy przydomek hodowlany
ŁAGIEWNICKA SFORA
Jednoczeście pragnę podziękowac wszystkim osobom, które zagłosowały w konkursie BLOG ROKU na nasz blog. Niestety nie udało się nam zakwalifikowac do rundy finałowej, nie osiągnęliśmy wyniku ponad 100 smsów.
Dziękuję Wam bardzo bo pieniądze od Was zasiliły konto fundacji organizującej rehabilitację dzieci z porażeniem mózgowym.
Tagi: hodowla
2009-02-02 14:36:53 skomentuj (1)
Pierwsze polowanie 2-5 stycznia 2009
Czekaliśmy na to od dawna.
Wreszcie mogliśmy potwierdzić czy dwuletnia praca włożona w szkolenie naszych "panienek" nie poszła na marne. Praca psów w naturalnych warunkach to coś zupełnie innego niż sztucznie farbowane ścieżki tropowe czy też praca w dziczej zagrodzie - sztucznie wygrodzonym kawałku lasu.
Otrzymaliśmy zaproszenie za pośrednictwem hodowcy naszych suk pana Marka Lipowicza na zbiorowe polowanie. Polowanie odbywało się w lasach mazurskich w okolicach Piecek . Mioty były położone w kompleksie leśnym pomiędzy miejscowościami Piecki, Lipowo, Bobrówko, Gałkowo, Dobry Lasek.
W tym zbiorowym polowaniu uczestniczyło ok. 50 myśliwych, 30 osób z nagonki oraz 5 osób z psami. Psy prowadzone były przez Marka Lipowicza i jego kolegę Tomka - 5 gończych polskich, przez Mariusza Nawrockiego (suka Bora posokowiec bawarski), Pawła Sońtę (pies Amor posokowiec bawarski) oraz przeze mnie z naszymi dwoma sukami - gończymi. Posokowce bawarskie były wykorzystane w celu poszukiwaniu postrzałków a gończe polskie w tym celu do jakich natura najlepiej je stworzyła czyli do tropienia, naganiania i osaczania zwierzyny.
Na zdjęciu poniżej od lewej strony Marek Lipowicz i jego kolega-sąsiad Tomek:

Polowanie rozpoczęło się jeszcze ciemną nocą (ok. godz. 6.45) w dniu 3 stycznia od apelu, na którym wszyscy uczestnicy zostali zaznajomieni z regulaminem polowania i jego organizacją. Ponieważ większość myśliwych pochodziła z Niemiec to proces ten trwał dość długo z uwagi na tłumaczenie na bieżąco na język niemiecki.

Polowanie było modelowo zorganizowane (to nie moja opinia lecz osób które wcześniej bywały na polowaniach zbiorowych). Każdego dnia odbywały się 3 pędzenia. Każde z nich po 1,5h i rozpoczynały się o 8, 12, 14. Pomiędzy pędzeniami był czas na odpoczynek dla psów oraz nagonki, ogrzania się przez myśliwych i zebrania, zważenia i opisania strzelonej zwierzyny.

Każda trójka myśliwych miała do dyspozycji samochód terenowy z przyczepką, który rozwoził ich po stanowiskach. Podobnie było z menerami, którzy dostali do dyspozycji samochód oraz przewodnika, który prowadził menera przez wyznaczony odcinek lasu.
Nasze psy otrzymały od organizatorów kamizelki ochronne, które zapewniały im lepszą widoczność i pozwalały je odróżniać z większej odległosci od zwieerzyny.

Pierwszego dnia w pierwszym pędzeniu miałem "duszę na ramieniu" wypuszczając suki w miot w nieznany im las. Obawiałem się czy będą wracać po każdym rajdzie za zwierzyną po lesie, czy nie natkną się na duże watachy dzików, czy dotychczasowy system szkoleń wystarcza im do podjęcia tak trudnej, samodzielnej i jakby nie patrzeć niebezpiecznej pracy. Po pierwszych 20 minutach pozbyłem się części wątpliwości gdyż po dalekim odejściu i pogoni za zwierzyną suki wróciły do mnie. Niestety nie miałem możliwości zobaczyć co pędziły ale po ich zadowolonych a wręcz szczęśliwych minach widziałem, że były z siebie zadowolone.
W drugim pędzeniu suki chodziły bliżej lecz nadal z pełnym zaangażowaniem. Dopiero trzecie pędzenie tego dnia pokazało, że jednak pierwsze dwa pędzenia zużyły większość sił witalnych moich suk. Zużycie energetyczne i brak śladów zwierzyny spowodowały, że Pasja i Pestka przeczesywały młodniki ( to było ich główne zadanie) z niewielkim entuzjazmem.
Organizatorzy zapewnili nam bardzo dobre warunki zakwaterowania w lesniczówce Kołoin. Po powrocie do leśniczówki czekał na nas gorący, smaczny obiad przygotowany przez panią Anię - żonę leśniczego.
Po powrocie pierwszego dnia do lesniczówki około godz. 16.30 suki zjadły puszkowane jedzenie i padły. Muszę przyznać, że ja po wspaniałym obiedzie sam miałem ochotę na "odłożenie" :). Na szczęście towarzystwo "psiarzy", doświadczonych menerów zmobilizowało mnie do tego by resztę popołudnia i wieczora poświęcić na wymianę wrażeń z pierwszego dnia, wyjaśnienia wątpliwości, które powstały w trakcie tych 3 pędzeń oraz wysłuchanie ich relacji z polowań w korych dotychczas uczestniczyli. Nie obyło sie również od dyskusji na temat konkursów w których nasze psy brały udział.
Następnego dnia pierwsze pędzenie przebiegło podobnie jak wcześniej. W jego trakcie (zgodnie z relacją myślichych i nagonki) moje suki wystawiły myśliwym łanię i skutecznie ją przytrzymały. Po strzale dopadły do łani upewnić się, że jej duch już trafił do nieba dla zwierząt. W drugim pędzeniu nasze suki po kilku rajdach po lesie wytropiły i oszczekały postrzelonego i już padłego dzika. Dzik ten był strzelony w taki sposób, że nie widać było w najbliższej okolicy żadnej farby. Tym bardziej byłem z nich dumny. Trzecie pędzenie było podobne jak poprzedniego dnia czyli suki starały się trzymać w niedalekiej odległości ode mnie. Brak śladów zwierzyny nie zachęcał ich do głębokiej penetracji lasu.

Tu trzeba nadmienić jakie panowały warunki atmosferyczne: świeży, głeboki śnieg i temperatura poniżej -10 stopni. Wydatek energetyczny na ogrzanie się i na pędzenie za zwierzyną był olbrzymi i okazało się, że moje suki mają silnie rozwinięty instynkt samozachowawczy każący im nie robić zbyt odległych wypadów.
Po powrocie do leśniczówki okazało się, że temperatura otoczenia spadła do -18 stopni a prognozy zapowiadały dalsze ochłodzenie.
Scenariusz popołudnia i wieczora wyglądał podobnie do poprzedniego dnia - szybki posiłek i "zgon" aż do rana w przypadku suk a w moim przypadku wieczorna biesiada.
Trzeci dzień polowania w temperaturze porannej -23 stopnie nie zapowiadał się ciekawie. Tymczasem już w pierwszym pędzeniu moje suki pognały kilka stad łani ( jedno udało się nam zaobserwować gdy biegły 2 łanie a za nimi piękny z medalowym porożem jeleń). Niedługo później moje suki podniosły z zarośli postrzelonego byka (szpica) i przytrzymały go do czasu dojścia myśliwego. (jakość zdjęć pozostawia wiele do życzenia lecz warunki pogodowe oraz aparat jakim robiłem te zdjęcia - Iphone - nie gwarantowały niestety lepszej jakości). Mysliwy miał spore problemy aby dostrzelić jelenia w obecności kręcących się wokół psów. Takiej próby odporności suk na strzał jeszcze do tej pory nie miały one okazji przejść. Myśiwy z odległości ok. 2 metrów strzałem zakończył żywot jelenia.
To pędzęnie dało taki zatrzyk adrenaliny moim sukom, że następne było jakby kontynuacją pierwszego i nie można było zauważyć żadnych oznak zmęczenia pomimo tak niskiej temperatury.W tym pędzeniu mieliśmy do spenetrowania bardzo gęsty, ogrodzony siatką młodnik świerkowy. Młodnik był tak gęsty, że ledwie się przez niego przeciskaliśmy. Nagle na śniegu zobaczyliśmy kropelki farby. Odwołałem suki i wskazałem im aby nawąchały farbę. starałem się je skierować na trop wydający się mnie prawidłowym. W tym miejscu muszę powiedzieć, że żałowałem, że nie miałem przy sobie otoku i obroży tropowej. Wydawało mi się, że gdybym którąś z suk zapiął na otok to łatwiej nam byłobydojść postrzałka. Suki nie chciały podjąć tropu w kierunku jaki im wskazałem i odbiegły ode mnie w przeciwną stronę. Po kilku minutach usłyszałem ostre głoszenie Pestki a po chwili dołączyła do niej Pasja. Ponieważ wyrażnie słychać było, że stoją w jednym miejscu i nie oddalają się postanowiłem w tej gęstwninie odnależć psy. Ostatni odcinek ok. 20 metrów do nich pokonałem na czworaka bo gęsto posadzone drzewka świerkowe nie pozwalały na nic innego. Pomimo "zejścia do parteru" nie widziałem co tak mocno zaangażowało moje suki choć zapach i pobliski barłóg zdradzał dzika. Obszedłem świerk jak pies dookoła na czworakach i dopiero z drugiej strony zauważyłem postrzelonego, padniętego dzika. Widać było, że długo się męczył. Pestka nie przestawała głosić i doszedłem do wniosku, że drzemie w niej głeboko ukryty talent oszczekiwacza. Być może warto się zastanowić nad ukierukowaniem dalszego jej szkolenia w tej dziedzinie.
Po upewnieniu się, że dzik jest już padły wspólnie z prowadzącym mnie po lesie panem lesniczym Witoldem wypchnęliśmy dzika spod drzewa. Dopiero wówczas zobaczyliśmy jak wielka to sztuka - ok. 80kg. Dziekowaliśmy św. Hubertowi, że ten dzik już nie był gotowy do szarży gdyż gęstość młodnika sprawiałaby dużą trudność w ucieczce przed nim. Donośne i bez ustanku głoszenie przez Pestkę i Pasję leżącego dzika spowodowało, że myśliwy z najbliższego stanowiska przyszedł do młodnika (przez siatkę ogrodzeniową z odległości 10 metrów można było obserwować pracę psów) zaciekawiony jaką zwierzynę trzymają psy.

Trzecie pędzenie było mało owocne choć w kilku miejscach suki podążyły ciepłym śladem (Pestka pięknie głosi ciepły ślad) lecz nie odnalazły zwierzyny.
Z relacji doświadczonych myśliwych oraz leśniczych dowiedziałem się, że to, że zwierzyna nie rozpierchła się lecz poruszała się dużymi stadami i watachami to kwestia takich a nie innych warunków klimatycznych oraz to, że w okolicach pojawiły się watachy wilków.
Po zakończeniu trzeciego pędzenia trzeciego dnia zakończyło się polowanie.
Wszyscy udaliśmy się na uroczysty pokot na którym zostały wyłożone wszystkie upolowane sztuk Został oddany im hołd poprzez odegranie przez sygnalistów odpowiednich sygnałów myśliwskich, ogłoszono króla i wice królów polowania oraz podano wielkość pokotu: byki - 5; łanie - 56; dziki - 49; sarny - 16; lisy - 10 sztuk. Ogółem w ciągu trzydniowego polowania padło 136 sztuk zwierzyny.




W ciągu tego polowania zarówno psy jak i ja zyskaliśmy mnóstwo nowych doświadczeń. Zdobyliśmy nową wiedę zarówno łowiecką jak i dotyczącą lasu. Ja zyskałem dalszy szacunek do moich psów, poznałem ich szeroką gamę głoszeń oraz zyskałem więcej zaufania do nich.
W opinii organizatorów oraz rozprowadzających nas leśników wszystkie psy spisały się doskonale. Zarówno polscy jak i niemieccy myśliwi wyrażali głęboki szacunek dla pracy psów i wielu z nich (Niemcy) pytali jakiej rasy są moje suki. Jestem przekonany, że wpłynie to na promocję pieknej polskiej rasy przynajmniej w Niemczech.
Chcę bardzo mocno podziękować panu Markowi za to że zaprosił mnie na to polowanie oraz moim kochanym sukom PASJI I PESTCE. To dzięki nim przeżyłem cudownych kilka dni w pieknych mazurskich lasach.
Darz Bór!
Z niecierpliwością oczekujemy na kolejne polowanie.
Tagi: polowanie, dziki, jelenie, sarny, psy gończe, gończe polskie, tropienie
2009-01-06 22:12:24 skomentuj (2)
|
|