goncze-lodzkie blog

Twój nowy blog

Podobnie jak w styczniu zostaliśmy zaproszeni do udziału w zbiorowym polowaniu na Mazurach.
Spotkaliśmy tam naszych starych znajomych.

Jeśli chcesz obejżyj galerię zdjęć:


Informuję wszystkich sympatyków i przyjaciół, że w dniu dzisiejszym uzyskaliśmy przydomek hodowlany

 ŁAGIEWNICKA SFORA

Jednoczeście pragnę podziękowac wszystkim osobom, które zagłosowały w konkursie BLOG ROKU na nasz blog. Niestety nie udało się nam zakwalifikowac do rundy finałowej, nie osiągnęliśmy wyniku ponad 100 smsów.
Dziękuję Wam bardzo bo pieniądze od Was zasiliły konto fundacji organizującej rehabilitację dzieci z porażeniem mózgowym.

Czekaliśmy na to od dawna.
Wreszcie mogliśmy potwierdzić czy dwuletnia praca włożona w szkolenie naszych „panienek” nie poszła na marne. Praca psów w naturalnych warunkach to coś zupełnie innego niż sztucznie farbowane ścieżki tropowe czy też praca w dziczej zagrodzie – sztucznie wygrodzonym kawałku lasu.

Otrzymaliśmy zaproszenie za pośrednictwem hodowcy naszych suk pana Marka Lipowicza na zbiorowe polowanie. Polowanie odbywało się w lasach mazurskich w okolicach Piecek . Mioty były położone w kompleksie leśnym pomiędzy miejscowościami Piecki, Lipowo, Bobrówko, Gałkowo, Dobry Lasek.
W tym zbiorowym polowaniu uczestniczyło ok. 50 myśliwych, 30 osób z nagonki oraz 5 osób z psami. Psy prowadzone były przez Marka Lipowicza i jego kolegę Tomka – 5 gończych polskich, przez Mariusza Nawrockiego (suka Bora posokowiec bawarski), Pawła Sońtę (pies Amor posokowiec bawarski) oraz przeze mnie z naszymi dwoma sukami – gończymi. Posokowce bawarskie były wykorzystane w celu poszukiwaniu postrzałków a gończe polskie w tym celu do jakich natura najlepiej je stworzyła czyli do tropienia, naganiania i osaczania zwierzyny.

Na zdjęciu poniżej od lewej strony Marek Lipowicz i jego kolega-sąsiad Tomek:



Polowanie rozpoczęło się jeszcze ciemną nocą (ok. godz. 6.45) w dniu 3 stycznia od apelu, na którym wszyscy uczestnicy zostali zaznajomieni z regulaminem polowania i jego organizacją. Ponieważ większość myśliwych pochodziła z Niemiec to proces ten trwał dość długo z uwagi na tłumaczenie na bieżąco na język niemiecki.

Polowanie było modelowo zorganizowane (to nie moja opinia lecz osób które wcześniej bywały na polowaniach zbiorowych). Każdego dnia odbywały się 3 pędzenia. Każde z nich po 1,5h i rozpoczynały się o 8, 12, 14. Pomiędzy pędzeniami był czas na odpoczynek dla psów oraz nagonki, ogrzania się przez myśliwych i zebrania, zważenia i opisania strzelonej zwierzyny.

Każda trójka myśliwych miała do dyspozycji samochód terenowy z przyczepką, który rozwoził ich po stanowiskach.  Podobnie było z menerami, którzy dostali do dyspozycji samochód oraz przewodnika, który prowadził menera przez wyznaczony odcinek lasu.
Nasze psy otrzymały od organizatorów kamizelki ochronne, które zapewniały im lepszą widoczność i pozwalały je odróżniać z większej odległosci od zwieerzyny.

Pierwszego dnia w pierwszym pędzeniu miałem „duszę na ramieniu” wypuszczając suki w miot w nieznany im las. Obawiałem się czy będą wracać po każdym rajdzie za zwierzyną po lesie, czy nie natkną się na duże watachy dzików, czy dotychczasowy system szkoleń wystarcza im do podjęcia tak trudnej, samodzielnej i jakby nie patrzeć niebezpiecznej pracy. Po pierwszych 20 minutach pozbyłem się części wątpliwości gdyż po dalekim odejściu i pogoni za zwierzyną suki wróciły do mnie. Niestety nie miałem możliwości zobaczyć co pędziły ale po ich zadowolonych a wręcz szczęśliwych minach widziałem, że były z siebie zadowolone.
W drugim pędzeniu suki chodziły bliżej lecz nadal z pełnym zaangażowaniem. Dopiero trzecie pędzenie tego dnia pokazało, że jednak pierwsze dwa pędzenia zużyły większość sił witalnych moich suk. Zużycie energetyczne i brak śladów zwierzyny spowodowały, że Pasja i Pestka przeczesywały młodniki ( to było ich główne zadanie) z niewielkim entuzjazmem.

Organizatorzy zapewnili nam bardzo dobre warunki zakwaterowania w lesniczówce Kołoin. Po powrocie do leśniczówki czekał na nas gorący, smaczny obiad przygotowany przez panią Anię – żonę leśniczego.

Po powrocie pierwszego dnia do lesniczówki około godz. 16.30 suki zjadły puszkowane jedzenie i padły. Muszę przyznać, że ja po wspaniałym obiedzie sam miałem ochotę na „odłożenie” :). Na szczęście towarzystwo „psiarzy”, doświadczonych menerów  zmobilizowało mnie do tego by resztę popołudnia i wieczora poświęcić na wymianę wrażeń z pierwszego dnia, wyjaśnienia wątpliwości, które powstały w trakcie tych 3 pędzeń oraz wysłuchanie ich relacji z polowań w korych dotychczas uczestniczyli. Nie obyło sie również od dyskusji na temat konkursów w których nasze psy brały udział.

Następnego dnia pierwsze pędzenie przebiegło podobnie jak wcześniej. W jego trakcie  (zgodnie z relacją myślichych i nagonki) moje suki wystawiły myśliwym łanię i skutecznie ją przytrzymały. Po strzale dopadły do łani upewnić się, że jej duch już trafił do nieba dla zwierząt. W drugim pędzeniu nasze suki po kilku rajdach po lesie wytropiły i oszczekały postrzelonego i już padłego dzika. Dzik ten był strzelony w taki sposób, że nie widać było w najbliższej okolicy żadnej farby. Tym bardziej byłem z nich dumny. Trzecie pędzenie było podobne jak poprzedniego dnia czyli suki starały się trzymać w niedalekiej odległości ode mnie. Brak śladów zwierzyny nie zachęcał ich do głębokiej penetracji lasu.

Tu trzeba nadmienić jakie panowały warunki atmosferyczne: świeży, głeboki śnieg i temperatura poniżej -10 stopni. Wydatek energetyczny na ogrzanie się i na pędzenie za zwierzyną był olbrzymi i okazało się, że moje suki mają silnie rozwinięty instynkt samozachowawczy każący im nie robić zbyt odległych wypadów.

Po powrocie do leśniczówki okazało się, że temperatura otoczenia spadła do -18 stopni a prognozy zapowiadały dalsze ochłodzenie.

Scenariusz popołudnia i wieczora wyglądał podobnie do poprzedniego dnia – szybki posiłek i „zgon” aż do rana w przypadku suk a w moim przypadku wieczorna biesiada.

Trzeci dzień polowania w temperaturze porannej -23 stopnie nie zapowiadał się ciekawie. Tymczasem już w pierwszym pędzeniu moje suki pognały kilka stad łani ( jedno udało się nam zaobserwować gdy biegły 2 łanie a za nimi piękny z medalowym porożem jeleń). Niedługo później moje suki podniosły z zarośli postrzelonego byka (szpica) i przytrzymały go do czasu dojścia myśliwego. (jakość zdjęć pozostawia wiele do życzenia lecz warunki pogodowe oraz aparat jakim robiłem te zdjęcia – Iphone – nie gwarantowały niestety lepszej jakości). Mysliwy miał spore problemy aby dostrzelić jelenia w obecności kręcących się wokół psów. Takiej próby odporności suk na strzał jeszcze do tej pory nie miały one okazji przejść. Myśiwy z odległości ok. 2 metrów strzałem zakończył żywot jelenia.

To pędzęnie dało taki zatrzyk adrenaliny moim sukom, że następne było jakby kontynuacją pierwszego i nie można było zauważyć żadnych oznak zmęczenia pomimo tak niskiej temperatury.W tym pędzeniu mieliśmy do spenetrowania bardzo gęsty, ogrodzony siatką młodnik świerkowy. Młodnik był tak gęsty, że ledwie się przez niego przeciskaliśmy. Nagle na śniegu zobaczyliśmy kropelki farby. Odwołałem suki i wskazałem im aby nawąchały farbę. starałem się je skierować na trop wydający się mnie prawidłowym. W tym miejscu muszę powiedzieć, że żałowałem, że nie miałem przy sobie otoku i obroży tropowej. Wydawało mi się, że gdybym którąś z suk zapiął na otok to łatwiej nam byłobydojść postrzałka. Suki nie chciały podjąć tropu w kierunku jaki im wskazałem i odbiegły ode mnie w przeciwną stronę. Po kilku minutach usłyszałem ostre głoszenie Pestki a po chwili dołączyła do niej Pasja. Ponieważ wyrażnie słychać było, że stoją w jednym miejscu i nie oddalają się postanowiłem w tej gęstwninie odnależć psy. Ostatni odcinek ok. 20 metrów do nich pokonałem na czworaka bo gęsto posadzone drzewka świerkowe nie pozwalały na nic innego. Pomimo „zejścia do parteru” nie widziałem co tak mocno zaangażowało moje suki choć zapach i pobliski barłóg zdradzał dzika. Obszedłem świerk jak pies dookoła na czworakach i dopiero z drugiej strony zauważyłem postrzelonego, padniętego dzika. Widać było, że długo się męczył. Pestka nie przestawała głosić i doszedłem do wniosku, że drzemie w niej głeboko ukryty talent oszczekiwacza. Być może warto się zastanowić nad ukierukowaniem dalszego jej szkolenia w tej dziedzinie.
Po upewnieniu się, że dzik jest już padły wspólnie z prowadzącym mnie po lesie panem lesniczym Witoldem wypchnęliśmy dzika spod drzewa. Dopiero wówczas zobaczyliśmy jak wielka to sztuka – ok. 80kg. Dziekowaliśmy św. Hubertowi, że ten dzik już nie był gotowy do szarży gdyż gęstość młodnika sprawiałaby dużą trudność w ucieczce przed nim. Donośne i bez ustanku głoszenie przez Pestkę i Pasję leżącego dzika spowodowało, że myśliwy z najbliższego stanowiska przyszedł do młodnika (przez siatkę ogrodzeniową z odległości 10 metrów można było obserwować pracę psów) zaciekawiony jaką zwierzynę trzymają psy.

Trzecie pędzenie było mało owocne choć w kilku miejscach suki podążyły ciepłym śladem (Pestka pięknie głosi ciepły ślad) lecz nie odnalazły zwierzyny.

Z relacji doświadczonych myśliwych oraz leśniczych dowiedziałem się, że to, że zwierzyna nie rozpierchła się lecz poruszała się dużymi stadami i watachami to kwestia takich a nie innych warunków klimatycznych oraz to, że w okolicach pojawiły się watachy wilków.

Po zakończeniu trzeciego pędzenia trzeciego dnia zakończyło się polowanie.

Wszyscy udaliśmy się na uroczysty pokot na którym zostały wyłożone wszystkie upolowane sztuk Został oddany im hołd poprzez odegranie przez sygnalistów odpowiednich sygnałów myśliwskich, ogłoszono króla i wice królów polowania oraz podano wielkość pokotu: byki – 5; łanie – 56; dziki – 49; sarny – 16; lisy – 10 sztuk. Ogółem w ciągu trzydniowego polowania padło 136 sztuk zwierzyny.

W ciągu tego polowania zarówno psy jak i ja zyskaliśmy mnóstwo nowych doświadczeń. Zdobyliśmy nową wiedę zarówno łowiecką jak i dotyczącą lasu. Ja zyskałem dalszy szacunek do moich psów, poznałem ich szeroką gamę głoszeń oraz zyskałem więcej zaufania do nich.
W opinii organizatorów oraz rozprowadzających nas leśników wszystkie psy spisały się doskonale. Zarówno polscy jak i niemieccy myśliwi wyrażali głęboki szacunek dla pracy psów i wielu z nich (Niemcy) pytali jakiej rasy są moje suki. Jestem przekonany, że wpłynie to na promocję pieknej polskiej rasy przynajmniej w Niemczech.

Chcę bardzo mocno podziękować panu Markowi za to że zaprosił mnie na to polowanie oraz moim kochanym sukom PASJI I PESTCE. To dzięki nim przeżyłem cudownych kilka dni w pieknych mazurskich lasach.

Darz Bór!

Z niecierpliwością oczekujemy na kolejne polowanie.

Korzystając z kilku dni ( tzw. długiego weekendu) oraz tego, że Agnieszka zamieszkała na kilka miesięcy w Finlandii postanowiliśmy to wykorzystać i przejechać się po Europie. Był to wspaniały test dla naszych dziewczynek i dzięki temu sprawdziliśmy, że możemy z nimi jeżdzić samochodem na długie trasy włączając w to przemieszczanie się promem.
Nasza trasa była następująca: Łódź – Warszawa (tam zabraliśmy Łukasza po jego pracy) – Kowno, Ryga, Tallin, Helsinki, Turku, Rauma, Tampere, Turku, Helsinki, Tallin, Ryga, Wilno, Warszawa, Łódź.

W Tallinie jadąc w stronę „tamtą” zrobilismy sobie przerwę w podróży przeznaczoną na zwiedzanie miasta:

Następnie nasze panienki po spacerze w Tallinie przespały 2,5 godziny przeprawy promowej do Helsinek. Dalej pojechaliśmy do Agnieszki do Turku (nie mylić z polską miejscowością Turek bo fińskie miaste nazywa się Turku). Tam mieliśmy swoją bazę wypadową aby zwiedzić Nantali (wioska muminków), Raumę, Tampere no i oczywiście samo Turku.

W drodze powrotnej odwiedziliśmy Wilno. Piekne miasto z niezliczoną wręcz liczbą polskich pamiątek.

Wyprawa udała się ze wszech miar i przekonaliśmy się, że można z naszymi sukami jeżdzić po całej Europie.

Konkurs w Wejsunach

3 komentarzy

Ten weekend październikowy postanowiliśmy spędzić na Mazurach. Okazją ku temu stał się Regionalny Konkurs Dzikarzy Tropowców i Posokowców. W przepięknych lasach mazurskich  w okolichach Piszu w miejscowości Wejsuny konkurs rozpoczął się o godz. 9.
 

Z wielką przyjemnością odnotowaliśmy obecność Jacka z Warszawy z Doliną oraz pana Ropelewskiego z Laserem oraz Bryzą. Spotkaliśmy również znajomych właścicieli posokowca bawarskiego, którego znamy z wcześniejszych imprez posokowców oraz konkursu w Pabianicach.
Zagroda w Wejsunach należy w mojej opinii do jednej z trudniejszych z uwagi na wysokie maliny porastające większość zagrody (przynajmniej tę część w której znajduje się ambona i gdzie może przebywać mener). 

Zgłoszonych do konkursu psów było 8. Na starcie odmeldowało się 7 psów. Pestka wylosowała numer 4 a Pasja numer 7.

Posłuszeństwo – tym razem obie suki bez najmniejszych uchybień – maksymalna liczba punktów.

Zagroda – Pestka weszła do zagrody jako trzecia gdyż zawodnik z numerem startowym 3 nie stawił się do konkursu. Pierwszy wystartował Laser i  jak przystało na Championa Pracy szybko znalazł dziki w zagordzie. Druga weszła do zagrody jamniczka. Muszę powiedzieć, że byłem pod wrażeniem jak przegoniła dzika po zagrodzie i pięknie głosiła uchodzącego dzika.
Pestka dość szybko znalazła dzika – 3,5min. – rozpoczęła jego głoszenie, „ruszyła”  go z miejsca i po ruszeniu dzika z miejsca zamiast pójść za nim pobiegła w kierunku sędziego. Ponieważ zagroda była jak widać na powyższym zdjęciu mocno zarośnięta to dzik zdążył ujść i Pestka na nowo musiała go znaleźć. Ostatecznie otrzymała oceny za wiatr: 4 za głos – 4, za ciętość – 2pk, za wytrwałośc – 2 pkt, za prawidłowość atakowania dzika – 4 pkt.
Po Pestce zaczęła się czerna seria. Rozpoczęła ją Dolina. Nie znalazła dzika w regulaminowym czasie.
Pasja poszła do zagrody jako kolejna i jej też nie udało się znaleźć dzika. Po Pasji weszła Bryza i niestety też nie znalazła dzików w zagrodzie, Stawkę zamknął beagel, który podzielił los swoich poprzedników.
Tak więc na 7 startujących psów tylko 3 psy odnalazły w tej zagrodzie dziki.

Farba – Pasja jako, że nie znalazła dzika w zagrodzie nie mogła dalej uczestniczyć w konkursie. Pestka niestety zbyt odpoczęła po zagrodzie i znów poszła w swoim haotycznym stylu lecz doszła do skóry choć jej nie oszczekała. W ten sposób zakończyliśmy udział w konkursie.

Na pierwszym miejscu został sklasyfikowany Laser Olfactus pana Ropelewskiego a nasza Pestka zdobyła zaszczytną II lokatę.
JESTEŚMY Z NIEJ BARDZO DUMNI.

29 września we Wrocławiu odbyła się wysatwa na której nasze panny raczyły się pokazać. Czemu tak? No bo one okropnie nie lubią wystaw. Pestkę na teren Stadionu musiałem wnieść na rękach bo zaparła się tuż po przekroczeniu bramy.
Na szczęscie pogoda nam dopisała no bo co by było gdyby lało i Pestka byłaby ubłocona???? Jak bym wyglądał???
Panny były tak stremowane, że nie miały ochoty powąchać żadnej nagródki. Dopiero kiełbaska z grilla podziałała :)

Obie suki startowały w klasie użytkowej.
Pasja zajęłą II lokatę ocena doskonała, Pestka zajęła III lokatę ocena doskonała.
Sędziował Jan Ryk.

Cieszymy się z tych ocen bo przecież wiemy, że sędziowie wolą wysokie gończe a nasze panny do takich nie należą.
Odziedziczyy wzrost po ojcu. A propose… Najważniejszym wydażeniem wystawy było spotkanie rodzinne. Wreszcie spotkaliśmy ojca – ZAGRAJA Cnotliwy Nos.

Na zdjęciu poniżej od lewej: Zagraj-ojciec, Pasja, Pestka no i ich siostra Pstotka.

Dziękujemy za miłe spotkanie.


Od dawna nie było nas na wystawach. Stąd a może i stąd , że do uzyskania tytułu suki hodowlanej niezbębdne jest uzyskanie ocen na wystawach postanowiliśmy pojechać na wystawę do Kalisza. Zdecydowało o tym również to, że odległość do Kalisza po oddaniu do użytkowania odcinka autostrady Stryków-Konin jest naprawdę przywoita i warunki jazdy są wyśmienite. Z Łodzi do Kalisza obecnie jeżdzi się w 1,5h.
Z uwagi na strajk poczty oczywiście nie dostaliśmy żadnego zawiadomienia ani numerów startowych więc pierwsze nasze kroki skierowaliśmy do Sekretariatu. W 8mym ringu sędziowała pani sędzina Witkowska. Przed nami olbrzymia stawka beagli – 28 sztuk.
Spotkalismy na wystawię, o czym wcześniej nie wiedzieliśmy siostrę naszych panienek Pstotę. Nie widzieliśmy się przez rok. Wypiękniała siostrzyczka. 

Jak zwykle Pestkę na wystawie prowadziła Bożenka a ja prowadziłem Pasję. Oczywiście dzięki uprzejmości pani sędziny indywidualne bieganie po ringu wykonywałem na zmianę z Pasją i Pestką bo ta ostatnia nie chciała sama biegać beze mnie albo bez siostry.

Psota startowała w klasie otwartej. Pasja z Pestką startowały w klasie pośredniej, W tym wieku jest taka możłiwość startu i w klasie tej i w tej. Dobrze się złożyło bo Pasja wygrała klasę pośrednią – ocena doskonała CWC (Pestka zajęła II lokatę, dosk.) a Psota wygrała kalsę otwartą – dosk. CWC oraz zdobyła tytuł NDSwR. Strasznie się cieszymy bo tytuł pozostała w Rodzinie Wilczy Pazur!
 

Niezrażeni opinią jednego z sędziów na konkursie w Manowej (Pasja dostała same oceny 1 w zagrodzie) postanowiliśmy sprawdzić efekty naszej pracy nad oznajmianiem.
Okazją do tego był konkurs w Trzesni.

Posłuszeństwo.
Pasja jak zwykle 4 i bez uwag sędziów. U Pestki nadal mamy problem na tej konkurencji choć już tym razem inny. Pestka nie chodzi na luźnej smyczy bez napominania jej. Na gwizdek już grzecznie przychodzi – widać efekty pracy na spacerze na otoku 10m Jednak sędziowie okazali się wyrozumiali i Pestka otrzymała ocenę 4.

Zagroda.
W zagrodzie suki pracowały bardzo łądnie. U Pestki widać postępy w ciętości atakowania, szybkości znajdowania dzików i wytrwałości.
Otrzymała we wszystkich konkurancjach ocenę 4 i tylko jedną 3 w ocenie wytrwałość w atakowaniu.

U Pasji uraz z jesieni jednak nie pozwala jej na bliższy kontakt i na razie jeszcze utrzymuje dystans ok. 5m do dzika. Stąd w ocenach same oceny 4 i jedna ocena 3 za odwagę i ciętość.

Ścieżki tropowe.
Pasję postanowiłem po 3 tygodniach nauki puścić na ścieżce jako oznajmiacza. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że zupełnie inaczej pracuje pies w „czystym” lesie a inaczej w ostężynach i zagajnikach. Ścieżka prawie cały czas prowadzona była wśród ostężyn i przez zagajnik młodych świerków. Do II łoża Pasja szła swoją sprawdzoną metodą – spokojniutko wypracowując każdy załamek ścieżki lecz przy gęściejszych ostrężynach trudniej się decydowała na wejście w nie. II łoże było zlokalizowane tuż przed zagajnikiem świerkowym. Spuszczona z otoku Pasja poszła przez zagajniczek ale znów zaczęły się ostrężyny i stanęła, obejżała się na mnie i nie za bardzo chciała kontunować pracę. Ponieważ moje zachęty nie pomagały sędzia zdecydował, żeby ją zapiąc na otok i dojśc do końca już na otoku. Była bardzo zmęczona przy końcu ścieżki, tak więc przeszła obok dzika, spojrzała na niego, doszła do duktu i padła. Ocena za ścieżkę 3 ale że oznajmianie nie wyszło to jeszcze jeden punkt jej odjęto. Ostatecznie otrzymała 2pkt za ścieżkę.

Pestka niestety nie była wybiegana, i znów poszła po ścieżcy strasznie szybko. 3 razy zmyliła drogę więc ocena ostateczna za ścieżkę 1pkt.

Ocena końcowa.
Pomimo wysokiej ilości punktów – Pasja 131 – Pestka 130 z uwagi na kiepskie oceny ze ścieżek tropowych Pasja uzyskała dyplom II stopnia a Pestka dyplom III stopnia .

Wnioski.

jak widać musimy z psami poćwiczyć w ostrężynach. Do tej pory chodziliśmy raczej po czystym lesie i co najwyżej jagodzinach.
Z Pestką muszę zacząć stosowac bardziej drastyczne metody szkolenia na ścieżce.

Oznajmianie – widać, 3 tygodnie pracy to stanowczo za mało. Mamy miesiąc czasu do ćwiczenia przed następnym konkursem :)

Z uwagi na to, że niedaleko Łodzi był organizowany przez Zarząd Okregu PZŁ w Łodzi konkurs tropowców postanowiliśmy sprawdzić nasze siły  ( to znaczy umiejętności suk ) na konkursie tropowców. Konkurs był zorganizowany w lasach w okolicach Pabianic. Gdyby ten konkurs miał się odbyć w wiekszej odległości od Łodzi to napewno nie pojechalibyśmy na niego z uwagi na to, że suki nadal mają problemy z pierwszą a o jednak kluczowym znaczeniu konkurencją – odłożeniem.
W konkursie startowało 13 tropowców oraz 7 posokowcow. Wśród znajomych obecni na konursie byli: Ania z Michałem z posokowcem Fugą oraz Musia z psem Opusem oraz Edek potocznie zwanym „góralem” z suką Gawrą.

W Konkursie tropowców ocenia się nastepujące konkurencje:
- praca na otoku
- zachowanie przy martwej zwierzynie
- odłożenie psa
- współpraca z przewonikiem

Konkurs rozpoczął się od odłozenia.

Odłożenie
Pies zostaje sam w lesie w pozycji waruj lub siad. Po oddaleniu się przewodnika tak aby pies go nie widział, po czasie ok. 2 minut pada strzał. Pies musi pozostać w pozycji jaką zajął. Nie wykazywac lęku przez strzałem oraz nie ma prawa szczekać.

jak już wczesniej pisalem nasze psy dopiero od niedawna – praktycznie od miesiąca z większymi czy mniejszymi przerwami ćwiczą te konkurencje. Jadąc na konkurs moim marzeniem było aby psy konkurs ukończyły i nie wyłamaly się na pierwszej konkurencji czyli własnie odłożeniu. Pieś który ujada i szarpie się pozostawiony sam w lesie musi być zdyskwalifikowany. Myślę, że mój stan psychiczny udzilił się moim psom.
 
Pasja pozostała bez wiekszych problemów w lesie lecz po pierwszym strzale wstała i zaczęła szczekac. Po chwili uspokoiła się i drugi strzał spędziła na stojąco. Niestety zgodnie z regulaminem zostały odjete jej 2 punkty. Poniewaz dodatkowo pies był na otoku przywiązany do drzewa więc współczynnik 3 spowodował, że uzyskała ona w tej konkurencji liczbe punktów 6. gdyby pozostała bez otoku i nieprzywiązana czyli gdyby byla odłożona luzem to współczynnik 5 i maxymalna liczba punktów 4 dawałby jej liczbę punktów 20.

Pestka w tej konkurencji zachowała się lepiej. Pozostała bez wiekszych problemów. Strzał nie zrobil na niej wiekszego wrażenia lecz wstala z pozycji siad co spowodowąło obniżenie oceny o 1 punkt. Ostatecznie użyskała w tej konkurencji punktów 9.

Tropienie po farbie.

W tej konkurencji podobnie jak w konkursie dzikarzy oceniany jest sposób pracy psa na scieżce tropowej. Różnica polega na tym że ścieżka tropowa jest zakładana i wylewana poprzedniego dnia. W tym wypadku ściezki były wylewane w dniu 24 maja około godz. 15 więc w momencie rozpoczynania pracy ok. godz. 13 farba leżała w lesie 22 godziny.

Ponieważ moje suki wylosowały ostatnie numery startowe to ich wejście na ścieżkę nastąpiło ok. 14.
Pasja bardzo ładnie w swoim spokojnym stylu pokonała ścieżkę nie gubiąc tropu i doprowadziła pewnie do postrzałka. Przy zwierzynie zachowywała się spokojnie, lecz z zainteresowaniem. W efekcie otrzymała w tej konkurnecji komplet punktów. Za pracę na otoku 4 pkt. za zachowanie przy martwej zwierzynie 4 pkt i za współpracę z przewodnikiem 4 pkt.

Pestka niestety po długim okresie oczekiwania była wypoczęta i ze swoją olbrzymią pasją łowiecką rozpoczęła błyskawiczną prace na torpie co spowodowało popełnienie przez nią błedu zejścia ze ścieżki tropowej. Zbyt duzo pracowała górnym wiatrem co spowodowało że doszła postrzałka jednak posługując się górnym wiatrem a nie tropiąc go po farbie. Dzięki temu sędzia zmuszony był odjąć jej 2 punkty z konkurencji praca na otoku (a tu wysoki współczynnik 10). Pozostałe konkurencje zostały ocenione przez sędziego na max. 4pkt.

W efekcie Pasja zdobyła dyplom II stopnia i zajęła lokate 7/12 a Pestka zdobyła dyplom III stopnia i lokate 10/12.

Wiemy nad czym musimy popracować: u Pasji nad odłożeniem u Pestki nad spokojemn na ścieżce tropowej.

Zachęceni wynikami z Lublina oraz po trenigu w Trzesni postanowilismy sprawdzić nabyte i ukształtowane umiejetności w I Regionalnym Konkursie Dzikarzy w Suchodole. Konkurs był zorganizowany przez ZO PZŁ Warszawa.
Poprzedniego dnia pojechaliśmy do stadnini koni niedaleko Suchodołu (4km) aby przenocować tam przed konkursem. To był dobre pomysł. Dzieki temu nie musielismy się zrywać o 5 rano i jechać bezpośrednio na konkurs.
Konkurs odbywał się w Strzelnicy Mysliwskiej co dodatkowo powodowało nieustanne poddawanie naszych psów próbom na strzał :)
Początkowe zamieszanie z losowaniem numerków oraz podziałem na grupy skończylo się dość szybko. Udało się opanowac sytuację. Otrzymaliśmy numery startowe 7 i 10.

Posłuszeństwo.

Oczywiście znów Pestka dała popis nieposłuszeństwa i pomimo, że wróciła z głębokiego lasu przed upływem 10 min. to postanowiła ponownie sprawdzić czy w najbliższej okolicy nie ma jakiejś zwierzyny. Ocena Pestki z posłuszeństwa – 2.

Pasja jak zwykle pokazała się od najlepszej strony. Po krótkim rajdzie po okolicznym lesie grzecznie wróciła po pierwszym gwizku. Ocena -4

Zagroda.

Zagrody tej ani ja ani moje psy wczesniej nie znały, Zagroda nie jest imponujących rozmarów. Jednocześnie w jednym z kątów zagrody jest mała zagródka. W tej zagródce był oddzielony od reszty zagrody dzik , który ponoć tydzień wcześniej okulał. Drugi z dzików o rudym umaszczeniu trzymał się w bliskości tej zagródki.

Pestka dość szybko odnalazła dzika w okolicy zagródki. Jej spsób pracy został oceniony dośc dobrze, choć niestety zabrakło jej troszkę do maksymalnej ilości punktów – cztery 4 i trzy 3.

Pasja zagoniła dzika do łoża gdzie legł. Rozpoczęła okrążanie dzika i oszczekiwanie go. To spodobalo sie bradzo sędziemu i w wynkiu uzyskała najwyższe oceny w większości konkurensji poza jedna oceną 3.

Ścieki tropowe.

Ta konkurencja odbywała się wiele kilometrów od strzelnicy – 10 minut jazdy samochodem. Brak dobrej komunikacji sędziów między soba spowodowało dość długi czas oczekiwania na wejście na ścieżki. W tym czasie Pestka wystarczająco odpoczęła i jej „jazda bez trzymanki” po ściezce kazała zadać sędziemu Skrzekowi pytanie o wiek suki. Gdy dowiedział się w jakim jest wieku – 20 miesięcy stwierdził, że jeszcze kiedyś wyrośnie z takiego tempa pracy. Sam się zastanawiałem czy nie kupić raków do hamowania w lesie bo ręce od trzymania otoku mnie bolaly. Oczywiście w takim tempie gdy Pestka doszła do końca ścieżki była tak zmęczona, że leżąca na ziemi skóra dzicza nie zrobiła na niej żadnego wrażenia. Ocena – 3pkt.

Pasja w swoim spokojnym, można powiedzieć stonowanym stylu poszła po ścieżce dość pewnie do I łoża. Gdy minęlismy je sędzina zaproponowała abym dał Pasji jeszcze raz nawąchać ślad. I tu popełniłem błąd. Nie posłuchałem rady sędziny i puściłem ją dalej. Mniej więcej po następnych 150 metrach Pasja zaczęła się kręcić i nie mogła odnależć ściezki. Zboczyła i dość długo szukała gdzie ta ścieżka jest położona. Dodatkowo jak wcześniej mówili kibice przez ściezki przebiegły sarny. Wysoka temperatura i zwodnicza ścieżka spowodowała, że sędzina poprosiła o powrót do oznaczonego drzewa co oczywiście wiązało się z odjęciem 1 pkt. Dalej juz poszło jak z płatka.

Wyniki.

Po powrocie na strzelnicę oczekiwalismy niecierpliwie na wyniki konkursu.

Po około 1/2 godziny wyniki zostaly zaprezentowane na tablicy. Pasja uzyskała 134 pkt a Pestka uzyskała 118pkt.
Następne 20 minut trwało ustalanie lokat. Ku naszej olbrzymiej radości na tablicy znalezliiśmy wynik:

PASJA – LOKATA I/15  wniosek CPC
PESTKA LOKATA V/15
Jestesmy bardzo dumni z naszych pociech.



Okazało się, że moje marzenie aby stanąć na „pudle” ziściły sie wczesniej niż się spodziewałem. Oczywiście dużo jest przed nami pracy, szczególnie s Pestką w zakresie posłuszeństwa oraz Pasją w zakresie ścieżek tropowych. Muszę przyznac, że warsztaty w Trześni pod okiem Piotra Zająca zorganizowane przez Wojciecha Gawrońskiego i Dominikę Bom-Gawrońską pozowliły nam przygotwać się lepiej do startu w konkursie. Każdemu przyszłemu menerowi gorąco polecam udział w tych warsztatach.

Oczywiście nie dąłbym sobie rady sam gdyby nie pomoc Bożenki, która pełniła rolę naszego impresaria, opiekuna i sekretarza naszej „drużyny”

Dziekuję Ani Wardziak i Tomkowi Wagnerowi za zdjęcia bo jak wiadomo ciężko jest samemu sobie je zrobić.


  • RSS